Wyobraźcie sobie morze. Wyobraźcie sobie nadmorską plażę, która nie zamienia się w żadne porośnięte trzciną wydmy, w żaden sosnowy lasek czy trawnik, ale która kontynuuje się beztrosko po horyzont. Wyobraźcie sobie na tej plaży centrum handlowe, ale nie pierwsze lepsze centrum handlowe: wyobraźcie sobie monstrualne centrum handlowe zajmujące setki kilometrów kwadratowych. Tak mniej więcej wygląda Dubaj. Kraj, w którym jednym z najważniejszych świąt narodowych jest Festiwal Zakupów.
Beoing 767 zszedł do lądowania nad dzielnicą Deira. Opuściliśmy klimatyzowane wnętrze samolotu. Żar uderzył, jak gorąca para w saunie. Była noc. Na dzień dobry zeskanowano mi siatkówkę.
Dzień dobry. Proszę spojówkę do zeskanowania
Lotnisko w Dubaju to ogromny, świetnie zorganizowany kompleks z czterema terminalami. Te cztery terminale są dla prostych ludzi, bo dochodzą do tego jeszcze terminale VIP-owskie. Rodowici Dubajczycy, którzy stanowią jedynie około 17% populacji kraju (reszta to emigranci), dokładnie kontrolują, kto ich odwiedza. Stąd to skanowanie oka. Oficerowie celni to sami Dubajczycy. Żeby nie było co do tego wątpliwości, siedzą w swoich narodowych strojach: długich, białych dżalabijach i chustach umocowanych na głowach za pomocą dwóch sznurkowych obręczy, które z angielska zwie się tutaj "double zero".
Dubaj, Dubaj...
to jeden z siedmiu Emiratów Arabskich. Na jego czele stoi szejk Muhammed Raszid al Maktum - zwany tutaj "the Dream Person" lub po prostu "Sheikh Mo". Szejk jest wiceprezydentem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Miasto - wbrew obiegowym opiniom - nie leży na ropie, a pieniądze ciągnie przede wszystkim z handlu i turystyki.
Co prawda bogactwo to jest dużej mierze iluzoryczne, opiera się bowiem na potężnych kredytach zaciągniętych w celu sfinansowaniu inwestycji budowlanych.
Świat? To koło Dubaju
Wiele z nich jest tak samo efektownych, jak absolutnie nieuzasadnionych ekonomicznie. Wiele budów zostało wstrzymanych. Wstrzymano flagową inwestycję Dubaju, która miała olśnić świat: "The World". "The World" to sztuczny archipelag 300 wysp, które układają się w kontury wszystkich kontynentów. Najwyższy budynek świata - Burj Dubai (Wieża Dubaju) jest wciąż niedokończony, choć plotka głosi, że Silvio Berlusconi wykupił już 50 pierwszych pięter.
Kraj kreowany jak marka
Szejk powiedział: Dubaj ma być numerem 1 na świecie. Dubaj wykreowano jak markę - na miejsce luksusowego wypoczynku, miejsce, w którym celebryci z całego świata kupują luksusowe rezydencje, w którym dobija się finansowych geszeftów. W ciągu niespełna 50 lat populacja Dubaju wzrosła z 40 tysięcy do 1,6 miliona. Trzeba przyznać, że Dubajczycy potrafili się wypromować, choć ta promocja w gruncie rzeczy opiera się głównie na słowie "naj": mamy więc w Dubaju najdroższe hotele, najwyższe budynki, największe sztuczne wyspy, największe centra handlowe itp. Można się jednak zastanowić, czy to "naj" to to samo "naj", na którym powstała legenda Ameryki. Dubajskie "naj" szybko bowiem zachwyca, ale jeszcze szybciej męczy.
Gubałówka pod dachem i z wynajętymi Japończykami
Jeśli chodzi o dubajskie efekciarstwo, to przechodzi ono od ogółu do szczegółu. Jeśli bowiem zjechać na nartach z 400-metrowego stoku w Mall of Emirates (tak, w pustynnym, upalnym Dubaju wybudowano sztuczną, zadaszoną Gubałówkę) , już na samym dole, tuż przed bramkami do wyciągu krzesełkowego, narciarza opada grupa Japończyków gorączkowo pstrykających narciarzowi zdjęcia. Można pomyśleć: ech, ci Japończycy. Wszędzie ich pełno. Okazuje się jednak, że właściciele stoku... najnormalniej w świecie zatrudnili Japończyków aby robili i sprzedawali zdjęcia turystom. Dodajmy do tego, że wyciąg obsługują Nepalczycy. Wyciąg jest co prawda automatyczny, ale jeśli chodzi o PR, to wirtuozeria.
Nasz szejk kochany
Z profilu szejka na Facebook'u (http://www.facebook.com/sheikhmohammed ), możemy się dowiedzieć że nasz szejk lubi wyścigi, jazdę konną oraz, że z przyjemnością pisze tradycyjną arabską poezję - nabati.
Szejk dzieli się również z internautami spostrzeżeniem, że "czas spędzony z rodziną to najlepiej spędzony czas", oraz deklaracją, że jako muzułmanin szanuje wyznawców innych religii. Szejk, dodajmy, dodał piszącego te słowa (jak i legion innych) do swoich znajomych na Facebook'u.
Jak opowiadali mi z odpowiednią czcią oddawaną monarsze moi przewodnicy po Dubaju, szejk sam, osobiście, prowadzi swojego mercedesa klasy G po Dubaju.
Ciemne strony bajki
Szejkowi zupełnie nie przeszkadzają rzesze półniewolników z Pakistanu i Indii pracujące na budowach Dubaju w 45-stopniowym upale za 5 dolarów amerykańskim na dobę. Do tego stopnia mu to nie przeszkadza, że w Dubaju nie wolno o tym mówić. Jeden z nielicznych dysydentów Dubajskich - krytykujący szejka Mohammed al Mansoori - nie ma wstępu do własnego kraju.
"The Dream Person" stworzył jedno z najbardziej kosmopolitycznych miast świata, gdzie zatrudnienie znajdują zarówno robotnicy z Pakistanu budujący tysiące wysokościowców, hoteli itd., jak i europejska kadra zarządzająca. Dubaj zaskakuje widocznym na każdym kroku podziałem klasowym.
Dubajska walka (?) klas
Robotnicy czekający na transport na jedną z budów/ Fot. T. Orzeszko /ArchiwumPonad 80% procent tutejszego społeczeństwa to imigranci, których Emirat potrzebuje do budów, taksówek, obsługi hoteli i restauracji, sprzątania itp. 3% to przybysze z Zachodu stojący wyżej w imigranckiej hierarchii: zazwyczaj są menadżerami w korporacjach. Odwiedziłem ok. 50 hoteli i w każdym manager był obywatel innego kraju. Są tam Niemcy, Rosjanie, Austriacy, Polacy itd.
Dobrze być Dubajczykiem
Obywatele Dubaju stoją na tej drabinie najwyżej. Wspierani są przez rząd, a ich płace są zawsze kilkukrotnie wyższe. Polski czy - na przykład - syryjski nauczyciel zarabia tu około 1700 euro miesięcznie. Dubajczyk na tym samym stanowisku dostanie ok. 8000 euro.
Dubaj to prawie w stu procentach bogactwo. Prawie. Gdy skończy 21 lat i zawrze małżeństwo, od rządu dostanie willę o wartości ok. 450 tysięcy euro. Projekt willi będzie mógł wybrać spośród kilkudziesięciu proponowanych mu przez władze. Może - oczywiście - zaproponować własny projekt.
Rząd rozumie także, że jego młody obywatel będzie potrzebował mebli itp. Gdy urodzi mu się nowy obywatel Dubaju, rząd wypłaci młodemu małżeństwu dodatkowo comiesięczne świadczenie.
Nabycie dubajskiego obywatelstwa raczej nie jest możliwe. Lokalne społeczeństwo jest bardzo hermetyczne, a świadczy o tym fakt, że gdy kobieta pochodząca z Dubaju wyjdzie za mąż za nie-obywatela, straci natychmiast wszystkie obywatelskie przywileje.
No porn sites available. I nie tylko
W Dubaju istnieje cenzura zarówno prasy jak i internetu. Prasa cenzuruje się w gruncie rzeczy sama, nie pisząc po prostu o niektórych sprawach, a internet jest pod stałą kontrolą. Niedawno wprowadzono także prawo, które zakazuje przedstawiania w złym świetle budowlanych osiągnięć Dubaju.
W każdym hotelu znajdziesz kierunek, w którym jest Mekka/ Fot. T. Orzeszko /ArchiwumWielbiciele stron erotycznych nie znajdą - niestety - w internecie w Dubaju niczego ciekawego. Nie jest to wprawdzie kontrola wyników wyszukiwania, bo np. fraza "sex" pokaże odpowiednią listę wyników w Google, ale wejście na konkretną stronę będzie już zablokowane. Jak wieść gminna niesie, do 2005 roku cenzorzy patrzyli nawet nieprzychylnie na portal Hotmail.com blokując go całkowicie, ponieważ ma w nazwie słowo "hot".
Uwadze cenzorów nie uszła również witryna ambasady Izraela w Warszawie, choć jej odpowiedniczka w Waszyngtonie jest dostępna.
Kontrola internetu w Dubaju jest ułatwiona, ponieważ działa tam tylko jedna firma, która świadczy usługi internetowe. Nie znaczy to, że Internet jest tam trudno dostępny, wręcz przeciwnie: już na lotnisku działa darmowa sieć Wi-Fi. Praktycznie w każdym hotelu czy restauracji znajduje się hotspot.
Jeśli jednak chodzi o światowe strony informacyjne, jak CNN - cenzura ich nie obejmuje.
Tamy runęły
Dubaj to chyba największe na świecie centrum handlowe, gdzie można znaleźć praktycznie wszystkie zachodnie marki. Arabowie z Emiratów, Arabii Saudyjskiej czy Kataru z ochotą poświęcają się intensywnemu shoppingowi. Normą jest widok kobiety z zasłoniętą twarzą w pięknie skrojonej czarnej szacie z torbą gucciego pełną zakupów od zary. Uważny obserwator dostrzeże także wystające spod burki eleganckie szpilki. Na chuście zdarza się dyskretne logo zachodniej firmy odzieżowej.
Shopping po arabsku
Arabowie pokochali shopping i zachodnie produkty, nawet w czerwcu, kiedy to w Dubaju jest najmniej turystów, gigantyczny Mall of Emirates pęka w szwach. Po jego wypolerowanych posadzkach pędzą tłumy. Takich centrów w Dubaju jest kilka i wciąż powstają nowe, choć oczywiście kryzys, który dotknął i Emiraty, spowolni ich budowę.
Wokół Dubai Mariny buduje się superelegancki, osiemnastokilometrowy (!) pasaż handlowy, oraz 130 pięciogwiazdkowych hoteli. Taka przynajmniej jest oficjalna wersja, którą przekazuje inwestor, prawdą jednak jest, że wokół Dubai Mariny stoi około setki wysokościowców. Jak na razie ukoczono 4 km pasażu handlowego. Pasaż jest pełny.
Jechać? Nie jechać?
Czy szanowny turysta marzył kiedykolwiek o całkowitym resecie systemu, o ostatecznym odmóżdżeniu i pławieniu się luksusie i czołobitnej służbie pałacowej? Na pewno. Wszyscy to lubimy i przyznajmy się do tego.
W samym Dubaju ceny są najwyższe, ale w sąsiednich Emiratach, jak na przykład Adżman (godzina jazdy od metropolii) czy Fudżarija (2 godziny) ceny są niższe, a resorty równie przyjemne. Można natomiast zaryzykować odradzenie polskim turystom emiratu Szarjah, ponieważ lokalny szejk jest abstynentem i narzucił swoje poglądy reszcie nieszczęsnych obywateli, a także pragnie przekonać do abstynencji przyjeżdżających turystów.
Nie ma się co natomiast przejmować, że hotel położony jest daleko od Dubaju. I tak wszędzie - nawet w Dubaju - trzeba jechać samochodem (próba spaceru poza pasażami handlowymi spotka się z okazaniem życzliwej troski i pytaniem, czy aby wszystko porządku). A większość wycieczek i tak jest organizowana poza Dubajem.
Do Dubaju warto jechać choćby po to, by na własne oczy zobaczyć szaleńcze projekty architektoniczne, kontrasty społeczne, zrobić zakupy (naprawdę można kupić tanio markowe ciuchy), wygrzać się w słońcu, nurkować, uprawiać windsurfing, pędzić po wydmach terenówką. Czy jeśli ktoś potrafi i lubi - na wielbłądzie.
Klimatyzowany przystanek. Stania w słońcu nie wytrzymają nawet dubajczycy Najlepiej odwiedzać Dubaj od października , gdy temperatura zaczyna być umiarkowana Nie jest bardzo wilgotno i po prostu można oddychać, wtedy też jednak ceny są najwyższe. Od czerwca do września do Dubaju ceny są trzy razy niższe, ale cóż - trudno tam wytrzymać. Zawsze jednak pozostają klimatyzowane przystanki autobusowe.
![]() |
![]() |
Zwiedzaj Indie z naszym portalem transsyberyjska.pl |
![]() |




